czwartek, 14 maja 2015

Adam Levine - krok po kroku

Did she miss him? She wanted to lose herself in him. To tie his arms around her like a tourniquet. If she showed him how much she needed him, he’d run away...  ~Eleanor & Park by Rainbow Rowell

     Powyższy cytat idealnie wg mnie pasuje do dzisiejszego rysunku. Adam Levine - wokalista i gitarzysta w zespole Maroon 5, którego kawałki bardzo lubię. Tym razem jednak inspiracją nie była jako taka sympatia, ale fotka, którą znalazłam gdzieś w Internecie (zdjęcie poglądowe). Standardowo złapałam za ołówki. Skrupulatnie starałam się dokumentować postępy pracy w postaci skanów i zdjęć, także tzw. work in progress jest ciekawsze. 


      Info o przyborach:
  • A4
  • ołówki Koh-i-noor 1860: F-8B
  • gumka chlebowa i w ołówku Era
  • czas trudno określić rysowane na raty

     Co do samego rysunku, w końcu blond włosy są takie jak powinny, po prostu jasne. Zwykle przy ich rysowaniu lubiłam się zagalopować i wychodziły mi same brunetki. Miękki ołówkek 4/5B wymieniłam na B/2B, jedynie ciemniejsze miejsca zaznaczyłam bardziej miękkim ołówkiem. Cieniowanie skóry okazało się żmudną pracą, w przeciwieństwie do rękawa, który odkładam co chwilę na później. Dawno nie rysowałam tatuażu a stokroć lepiej rysuje mi się szczegóły niż większe powierzchnie, dlatego pewnie niedługo znowu pojawi się jakaś wytatuowana osoba, może tym razem jakaś pani. 
     Na zdjęciach widać, że przy rysowaniu szkicu wykorzystałam tym razem metodę kratkowania. Śmiało mogę teraz stwierdzić, że nie sprawdza się ona przy rysunku, gdzie jest sporo gładkiej, czystej powierzchni (np. skórze), bo ciężko było wycieniować miejsca po ich podmazywaniu. Być może, gdyby je od razu usunąć po wykonaniu szkicu nie byłoby takiego problemu, ja jednak stopniowo je usuwałam razem z postępem pracy. 
     








piątek, 1 maja 2015

Neymar - krok po kroku

     Dzisiejszy portretowy bohater to Brazylijczyk, piłkarz FC Barcelony - Neymar da Silva Santos Júnior. Po raz pierwszy użyłam w rysunku miękkiego ołówka niemieckiej firmy Staedtler z serii Mars Lumograph 8B, który używany jest przez rysowników na całym globie (niebieski na pierwszym zdjęciu). Cechą charakterystyczną odróżniającą go od ołówków innych marek o tej samej miękkości jest intensywność grafitu, która nadaje mu kruczoczarny odcień. Zaznaczyłam nim najbardziej wyraźne elementy w rysunku, czyli źrenice i czarną metkę przy czapce. Możecie z łatwością zobaczyć różnicę w kolorze, zwłaszcza na skanie rysunku. Mimo to, to dosyć problemowy ołówek - nie chce współgrać z ołówkami Ko-i-noor, którymi wykonuję całe rysunki. Mars Lumograph jest smolisty i bardzo tłusty, nie każdemu przypadnie do gustu, ale zobaczymy jak będzie się sprawował w przyszłości. 
     Ostatnio zauważyłam, że wybieram do rysowania zdjęcia mocno naświetlone, tak by na twarzy było jak najmniej światłocienia (Rafał czy kobieta z kwiatami we włosach). Jak zawsze problem tkwił w jednolitym cieniowaniu, dlatego tym razem wybrałam zdjęcie Neymara, które nie dość, że ma ciekawą mimikę, to dodatkowo coś dzieje się na twarzy (zdjęcie poglądowe). To jeszcze nie jest jakiś mega wielki kontrast, ale małymi krokami myślę, że co raz odważniej będę sięgać po miększe ołówki przy rysowaniu portretów. 

            Info o przyborach:
- rozmiar: a4
- ołówki: Koh-i-noor 1860: F, B-8B;Staedtler Mars Lumograph 8B
- gumka chlebowa, gumka w ołówku Era
- biały żelopis 
- czas: 20 godz.





czwartek, 26 marca 2015

Rafał Maślak - krok po kroku

     Dzisiaj po raz pierwszy przedstawiam rysunek na bieżąco. Według bliżej nieokreślonej liczby internautów na świecie najprzystojniejszy mężczyzna świata -  Rafał Maślak. Znalazłoby się jeszcze kilka tytułów, ale tak naprawdę nie w tym rzecz. To w jaki sposób prowadzi swoje strony na portalach społecznościowych, co pisze i jak pisze sprawiło, że co raz chętniej przeglądałam zdjęcia i wpisy. Wiecznie uśmiechnięty człowiek, mocno zmotywowany, który pokazuje na każdym kroku, że jak czegoś się naprawdę chce, to można to osiągnąć. Brzmi smętnie, ale tak właśnie jest. Jako model ma mnóstwo ciekawych i fajnych zdjęć, których jakość idealnie nadaje się do rysowania. W tej sytuacji nie mogłam przejść obojętnie. Wybrałam fotkę, która była delikatnym wyzwaniem ze względu na hmm.. sporą część odsłoniętego ciała. Jeśli ktoś czytał wcześniejsze wpisy to wie, że regularne, gładkie cieniowanie skóry to mój kamień milowy. Osobiście jestem bardzo zadowolona, nie pamiętam kiedy ostatnio udało mi się skończyć tak fajny portret. Jak zwykle widzę kilka mankamentów, ale nie rzutują one na szczęście na całość, np. na "wipach" widać, że kilka razy zmieniałam nos.
       Nie jestem w stanie określić ile czasu zajęło mi narysowanie portretu, ponieważ mocno rozbiło się w czasie. Przede wszystkim operowałam bardzo dużo ołówkiem B - kilka warstw i każda w inną stronę w celu ukrycia plam i linii (raz pionowo, na ukos, poziomo i znowu pionowo). Bazą była jaz zawsze ołówek F. Gumką w ołówku zaznaczyłam jaśniejsze włoski na rękach i przy brwiach. Biały żelopis przydał się w odbiciu źrenic i kilu jasnych włosach na głowie. W tym wypadku nie było większych trudności, liczyła się tylko cierpliwość. Poniżej etapy powstawania rysunku i całość.











niedziela, 15 marca 2015

Postęp w rysowaniu na przykładzie portretu Iana Somerhaldera

     Ian Somerhalder, aktor rozpoznawany w dużej mierze (choć pewnie nie tylko) dzięki roli Damona Salvatore w serialu Pamiętniki Wampirów jest posiadaczem najbardziej hipnotyzującego wzroku jak kiedykolwiek widziałam. Jako fanka serialu zawsze stałam po stronie tego "dobrego" brata, ale tym wyrazistym oczom i charakterystycznemu uśmieszkowi Iana nie dało rady się oprzeć. Skutek tego taki, że dwa razy stał się rysunkowym modelem. Mimo to, że (jak pisałam tutaj) rzadko wracam do tej samej osoby, dzięki dwóm portretom tego aktora można zobaczyć jak wielkie postępy w rysowaniu może zrobić samouk - jeśli tylko zechce. Zwłaszcza, że ten drugi portret (skończony ponad 2 lata temu) nadal jest jednym z moich lepszych.  Niestety nie posiadam zdjęć step by step, ale  na szczęście kilka fotek z całego procesu tworzenia się zachowało. 
  Zdjęcia obok, chyba nie muszę nawet komentować, wszystko widać czarno na białym. Ten gorszy rysunek został narysowany 24.08.2011 r., czyli jeszcze w czasie, kiedy do rysowania się nie przykładałam. Dziś mnie śmieszy, wtedy byłam taka zadowolona. Na szczęście nieskończoność informacji w Internecie i świetne blogi rysunkowe z autorskimi tutorialami spowodowały tak fajne zmiany. Krzywe oczy, jajowate źrenice, włosy, zarost - naprawdę to wszystko jest do wyuczenia, choć bardzo często nikt nie chce wierzyć, że da się to zrobić, powtarzając w kółko "do tego trzeba mieć talent". Guzik prawda, jeśli naprawdę chce się nauczyć rysować.  Oczywiście są ludzie, którzy mają ogromy "dar"  i ćwiczenia nie są im potrzebne (zazdrość przeogromna), ale to już inna sprawa. Przede wszystkim liczy się upór we wprowadzanych zmianach, bo to jaki sobie wyznaczymy cel to już indywidualna sprawa. Gdy obiecałam sobie, że chcę wypracować jednolite cieniowanie większych powierzchni to rysowanie na czas, w pośpiechu musiałam odłożyć na bok. Parcie na szybkie skończenie pracy zawsze wiąże się z mniejszą lub większą wpadką. Jeśli rysując czuję, że chcę to skończyć już dziś a wiem że logicznie się nie da tego zrobić na satysfakcjonującym poziomie, po prostu odkładam rysunek na półkę i wracam do niego za kilka dni. Proste, a nie raz uchroniło mnie przez katastrofą, tym samym sprawiając, że te odłożone (czasem nawet na kilka tygodni) rysunki okazały się potem jednymi z najlepszych ( np. portret dziewczynki czy Timberlake'a). Inny przykład to realistyczne rysowanie włosów. Ta umiejętność wiąże się z ciągłym (i uporczywym!) temperowaniem miękkiego ołówka na szpic. Dla mnie to uciążliwe, więc kiedy odczuwam znudzenie przechodzę do innej części rysunku (nie wiem oczy, nos, uszy etc), dzięki temu pasma włosów nie zmienią się w nieuporządkowaną strukturę niewiadomego kształtu.
      Najwięcej wpadek w jednolitym cieniowaniu (pomijając wcześniej opisany brak cierpliwości) wynikało z przyborów rysunkowych. Wcale nie chodzi tu o ich niedobór i brak różnorodności (na fb są osoby, które świetnie rysują  bardzo realistyczne portrety za pomocą jednego ołówka standardowej twardości HB i osoby, które nie potrzebują zestawu 156 kredek żeby stworzyć kolorowe cudo, bezapelacyjnie wystarcza im zwykłe 12 sztuk), ale o ich niespodziewane mankamenty. Standardowo  używam ołówków marki Koh-i-noor seria 1860 (te szare). Podczas cieniowania zauważyłam, że co jakiś czas gładkie i płynne nakładanie grafitu zostaje zaburzone przez jakieś zanieczyszczenia, które powodują tak jakby drapanie i szarpanie po kartce. Łatwo się domyśleć, że w sytuacji gdy pracujemy nad skórą, taka niespodzianka może popsuć cały efekt. Póki co takie sytuacje nie przydarzyły mi się w ołówkach automatycznych, ale rysowanie dużych powierzchni rysikiem 0,3 mm czy nawet 0,7 mm to albo strzał w nogę albo super rozwiązanie dla osoby, która potrafi zachować stoicki spokój (czyli nie dla mnie). Oczywiście są też takie z grubszymi wkładami, ale na dzień dzisiejszy nie zamierzam zmieniać ołówków.  Z problemem zanieczyszczeń na bieżąco radzę sobie w bardzo prosty sposób. Na zdjęciu powyżej widać dodatkową kartkę z kilkoma śladami ołówka, właśnie na niej za każdym razem przed przystąpieniem do rysunku próbuję ołówek, starając się zetrzeć te zanieczyszczenia jeśli ołówek stawia opór. Tutaj nie widać tego aż tak dokładnie, ale pod koniec rysunku cała kartka jest praktycznie zapełniona takimi mazakami.
     Jak widać na załączonych zdjęciach, drugi Ian to trochę taki krok milowy w moim rysowaniu (styczeń 2013). Są realistyczne włosy i zarost, odwzorowane charakterystyczne oczy, cieniowanie skóry bez plam. Zdjęcie, z którego rysowałam było mocno prześwietlone i skontrastowane, więc twarz może wydawać się nieco płaska, ale patrzy się nań całkiem przyjemnie. 









środa, 4 marca 2015

Visca El Barça - piłkarze Barcelony krok po kroku

   Dzisiaj pod lupę wzięłam dumę hiszpańskiej Katalonii, mianowicie portret piłkarzy FC Barcelona. Dla mnie jest szczególny z kilku powodów. Po pierwsze, to drugi (choć w sumie lepiej byłoby użyć liczby mnogiej) portret narysowany w kolorze. Po drugie, ze względu na mały format (3 osoby na A4) "pole popisu" było znacznie ograniczone a szczegółów sporo. Po trzecie zaś, mimika twarzy jest zupełnie inna niż przy tradycyjnych portretach ludzi ołówkiem (zwykle są to neutralne miny, lekki uśmiech) jakie do tej pory narysowałam.  
     Rysunek został wykonany kredkami Koh-i-noor Polycolor (specjalnie kupiłam zestaw portretowy - 24 sztuki odpowiadające różnym kolorom i odcieniom skóry, od różów, przez odcienie żółtego i brązu). Paleta barw jest spora, jednak ja miałam pewien problem z ich odpowiednim doborem i mieszaniem. Przede wszystkim chodziło mi o to by skóra nie okazała się zbyt różowa, zbyt żółta czy pomarańczowa, a jak wiadomo każdy z panów ma inny jej odcień.  Odcienie kredek jakich użyłam: 350, 9, 31, 33, 64, 65. W związku z małym formatem (twarze z szyją, ale bez włosów mają ok 5-5,5 cm) nie jest możliwe odzwierciedlenie drobnych szczegółów, których na pierwszy rzut oka nie widać, a nawet jeśli, po prostu należy je pominąć. Nie ma sensu w takim przypadku rysować np. rzęs, które przy pełnych portretach fajnie uzupełniają oczy (zwłaszcza piękne, długie kępki u kobiet). Wspominana wcześniej mimika twarzy jest w takich dynamicznych rysunkach bardzo ważna. Zarówno przy omawianym portrecie Messiego, Fabregasa (tak wiem, że już nie gra w FCB) i Neymara, jak i we wcześniejszym (pierwszym w ogóle portrecie kredkami) Leo, spotkałam się w komentarzami, że jego twarz jest creepy (straszna). Cóż, nie da się ukryć, że prawie nie widać oczu, a wokół nich są bardzo ciemne cienie, cera jest nieidealna a otwarte ust wyglądają jakby był szczerbaty.
     Nie trzeba być Sherlockiem Holmsem, żeby zauważyć pewne niedoskonałości. Jednak jak wyobrazić sobie faceta, który 90 minut biega za piłką tam i z powrotem, jego twarz ocieka potem i właśnie strzelił upragnioną bramkę w ostatniej minucie doliczonego czasu? Na pewno nie wygląda oszałamiająco jak model z pierwszych stron gazet wspomagany Photoshopem, za to mamy nerwy, zmęczenie i mega radochę w jednym. Zresztą rysunki były rysowane na podstawie zdjęć z neta, wiec właśnie tak to pi razy drzwi wyglądało. Najwięcej pracy w 100% zajęły koszulki - paski, załamania i napisy. Herb półcentymetrowej wielkości, przy łamaniu się ostro zatemperowanego rysika potrafi wystawiać cierpliwość co 5 minut na próbę. Na początku miało się obyć bez tła jednak wyglądało to zbyt pusto, dlatego zrobiłam x liczbę plamek w różnych kolorach, imitujące kibiców na trybunach. Rozmazałam je za pomocą białej kredki, tak aby wyglądały na drugoplanowe a ich nadmiar nie przytłaczał samych piłkarzy.


piątek, 20 lutego 2015

Szczeniak - krok po kroku

     Choć osobiście wolę koty, to gdy widzę psa rasy Golden Retriever nie potrafię przejść obojętnie. Znalazłam dosyć fajne zdjęcie przedstawiające z deka przejedzonego szczeniaka (choć ze smutną miną) i tym razem złapałam za kredki a nie ołówek, chociaż w szarościach prezentowałby się równie dobrze. Cały rysunek wykonany jest kredkami Koh-i-noor Polycolor  i bezdrzewnymi Progresso (w odcieniach żółci i brązu). 
    Po skończonym rysunku mogę śmiało powiedzieć, że narysowanie psa samo w sobie nie było trudne, jednak to bardzo żmudna robota. Cały "sekret" w udanym portrecie zwierzaka tkwi w  narysowaniu realistycznej sierści. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę w jakim kierunki układa się sierść oraz jakiej jest długości w konkretnym miejscu (na zdjęciu widać, że krótsze włoski znajdują się w okolicy oczu, nosa oraz na łapkach, dłuższe zaś na czubku głowy (czy pyska, zwał jak zwał) i uszach ). Dosyć męczące w tym wypadku było częste temperowanie kredek tak by ich końcówka była ostra oraz rysowanie tzw. "kreska po kresce" - tak samo jak włosy u człowieka. Kierunek układu sierści zaznaczyłam poniżej na gotowym rysunku (tak wiem, że krzywe te strzałki, ale nie mam wprawy :-D). Krótka sierść to kolor niebieski, dłuższa jest w kolorze zielonym. 


Białe wąsy narysowane zostały za pomocą białego żelopisu, który jednak po tak gładkiej powierzchni nie chciał zbyt dobrze pisać. Użyłam do również przy odbiciach w oku i na nosie. Odnośnie rysowania psa zbyt wiele do powiedzenia nie ma, trzeba się trzymać jedynie tego co napisałam: kierunek sierści i kredki zatemperowane na szpic, by dało się wypatrzeć "gołym okiem" pojedyncze włoski. Żałuję przy tym rysunku, że zdecydowałam się na nieostrość/rozmycie tylnej części ciała szczeniaka, ponieważ w porównaniu do reszty wygląda słabo (zresztą tak samo jak tło). Mimo to jestem zadowolona z całości. 

środa, 18 lutego 2015

Mateusz Mijal #1 - krok po kroku

     Dziś chciałabym podsumować serię portretów pewnego wokalisty, Mateusza Mijala. Napisałam  „serię”, ponieważ w ciągu ok. roku udało mi się skończyć 3 pełne rysunki tej samej osoby. Kto zabroni? ;) Rzadko zdarza mi się wracać w kółko do tego samego artysty (pomijając moją wielką miłość do Timberlake’a), a jednak. Tu koncert, potem wałkowałam "winnego" i żarówka w  głowie się zaświeciła. 
     Pierwszy portret jaki zaczęłam rysować niestety nie został ukończony a swój żywot zakończył w koszu z makulaturą. Na szczęście zachowało się zdjęcie ukazujące jego część. Jak widać format był większy niż zwykle (A3), dlatego obok głównej jego części postanowiłam zrobić kilka mniejszych rysunków, co nie okazało się dobry pomysłem. Dodatkowo można zauważyć kolorowy element na t-shircie (minecraft?). Z powodu braku zdjęć dobrej jakości, podobieństwo zaczęło uciekać i dalsza praca nie miała sensu. A szkoda.


     Drugi portret to już strzał w dziesiątkę. Pewna osoba podesłała mi profesjonalne zdjęcia, na których wszystko było wyraźne i ostre, tak jak lubię. To duży plus, bo umiejętności to jedno, a zdjęcie poglądowe to inna bajka.  Bardzo często zamawiający zapominają o tym fakcie wysyłając zdjęcia z telefonu, które się rozmazują na komputerze  przez  co rysunek traci na jakości.  Gdy widzę zaś wszystkie detale, praca nad takim portretem to czysta przyjemność, bo wiem, że efekt końcowy będzie zadowalający. Jak zwykle po wykonaniu szkicu, całość twarzy dokładnie wycieniowałam ołówkiem F a następnie B. Zdjęcie nie było mocno skontrastowane, więc kolejne warstwy były zbędne, jedynie zaznaczyłam ciemniejsze miejsca ołówkiem 2B wokół oczu, nosa i ust. Miękkim ołówkiem 4B (dobrze zatemperowanym) narysowałam włosy, rzęsy i zarost.   Najwięcej czasu zajęła chyba jednak koszulka ze względu na motyw piór (chyba to pióra) oraz kawałek kurtki skórzanej. Tło mające imitować mgłę (etc.) jest zasługą wiszera.


     Portret nr 3 to cos zupełnie innego i nowego. Po pierwsze jeden z pierwszych rysunków człowieka w kolorze, dwa operowanie kredkami akwarelowymi i pędzelkiem to dla mnie czarna magia. Mondeluzy zakupiłam bardzo dawno temu, jednak nie korzystałam z nich regularnie . Rysiki są bardzo miękkie, co w spotkaniu z moją „ciężką” ręką powoduje, że często się łamią. Gdy pewnego deszczowego wieczora moją uwagę przykuło zdjęcie profilowe na portalu społecznościowym, wiedziałam, że czas się z nimi przeprosić.  Na dzień dzisiejszy już wiem, że lepsze efekty uzyskałabym samymi akwarelami,  kredki zaś są bardzo pomocne przy szczegółach.


     Ostatni rysunek to w pewnym sensie kolaż ze zdjęć, który zajął mi najwięcej czasu spośród wszystkich. Podchodziłam do tego kilka razy, ze względu na małe rozmiary i szczegółowość. Twarz na każdym ze zdjęć ma ok. 5 - 7 cm. Tylko z jednego ujęcia jestem średnio zadowolona, ale ogólnie pomysł się sprawdził i rysunek  jest udany. Szczegółowy opis „co i jak” w tym wypadku pominę, bo za dużo by opisywać, jednak to co mogę stwierdzić na pewno – bardzo dużo pracowałam przy tym ołówkami mechanicznymi 0,3 mm, 0,5 mm oraz 0,7 mm z wkładami Pentela. Fajnie sprawdziły się zarówno przy niewielkich detalach (koszula w kratkę, zarost czy mikrofon) jaki i przy tłach. Bardzo pomocna jak zawsze była gumka w ołówku Era. 

   

sobota, 14 lutego 2015

Dziewczynka z żyrafą - krok po kroku

     Czas na mojego rysunkowego ulubieńca, który zajął mi bardzo dużo czasu, mimo iż kilka dobrych miesięcy odleżał na półce a każde spojrzenie w jego stronę powodowało panikę w oczach. Powód? Sierść żyrafy - struktura, charakterystyczne plamki, cienie. Nie miałam pojęcia, w jaki sposób ją przedstawić zwłaszcza, że bardzo rzadko rysuję zwierzęta. Rysunek to zrzut (2:03) z oficjalnego teledysku Chrisa Malinchaka do kawałka „So good to me”, cudowny chillout. Klip przedstawia dziewczynkę, której… no cóż, uciekła żyrafa – domniemywam, że towarzyszka zabaw, przyjaciel i zwierzątko „domowe” w jednym. 


     Rysunek rozpoczęłam od stosunkowo prostszej części – dziewczynki. Słaby pomysł, dla osoby praworęcznej, ponieważ w miarę postępu i przesuwania się w lewą stronę, musiałam szczególnie uważać by dłonią nie rozmazywać tego co zostało już skończone. Twarz dziecka (cera) jest w większości przypadków „bez skazy”, gładka i nieskazitelna. Tak było i w tym przypadku, praktycznie brak cieni, więc znaczące było takie wycieniowanie, by obeszło się bez plam (zmora!). Nałożyłam pierwszą warstwę ołówka F a następnie 2-3 ołówka B. Ciemniejsze miejsca (płatek nosa, linia żuchwy, powieka, obszar koło ucha) zaznaczyłam ołówkiem 2B. To samo dotyczy dłoni dziewczynki. Włosy związane z kucyk to wynik użycia ołówka 4B/5B zatemperowanego praktycznie na szpilkę i powadzenie linii wzdłuż układających się i lekko odznaczających pasm. 

     Najwięcej czasu zajęła mi koszula w kratkę. Jej szczegółowość spowodowała, że nie jest dokładnie taka sama jak na poglądowym zdjęciu. Najtrudniejszy był układ materiału, który tworzył swoiste fałdy i zagięcia. Niemalże białe elementy zostały podmazane gumką Koh-i-noor Era w ołówku, a szarości stopniowałam nakładając na siebie co raz to miększe ołówki: F, B, 2B, 5B. Żmudna, ale bardzo przyjemna praca, zwłaszcza ze wspomnianą muzyką w tle. ;) Żyrafa najpierw „otrzymała” oko i uprząż. Bardzo jasne punkty (kropki na oku) uzyskałam dzięki białemu żelopisowi, jednak najlepiej narysować je na samym końcu pracy (ewentualnie, kto woli robić coś 2 razy, później poprawić jeszcze raz), bo białe elementy nawet mimo dużej staranności  zawsze lekko się przyrudzą podczas rysowania i efekt już nie ten. Do pasków uprzęży wykorzystałam ołówek automatyczny 0,7 mm z wkładem Pentela 2B. W miarę cieniowania rysik ścina się pod pewnym kątem i łatwiej mi było rysować (w zwykłych ołówkach staram się tego ni robić, co chwilę przekręcając ołówek w dłoni), ponadto lubię efekt jaki się nim uzyskuje.


Odnośnie cieniowania powierzchni ciała żyrafy, jak widać zrezygnowałam  z krótkich pojedynczych linii jakimi zwykle rysuje się sierść. Być może ta struktura mnie przerosła, ale po prostu zastosowałam kompletny misz-masz. Całość wycieniowałam początkowo ołówkiem F oraz B, a następnie… chulaj dusza! Najciemniejsze miejsca to kolejne warstwy wspomnianym ołówkiem automatycznym  oraz zwykłym 4B, gdzieniegdzie mocniej dociskając robiąc tzw. plamy. Jasne prześwity to tym razem gumka w ołówku Faber-Castell, która jest zupełnie inna niż  Era. Różnica leży w sposobie wymazywania. Gumka FB wymazując jednocześnie rozmazuje granice, przez co miejsca te są nieostre. Nie nadaje się więc do rysowania pojedynczych białych włosków, do czego ta druga jest wręcz idealna.  // TM 




poniedziałek, 19 stycznia 2015

Justin Timberlake - krok po kroku

     Justin Timberlake to niezmiennie od długiego czasu mój ulubiony wokalista, którego koncerty to imponujące przedstawienie, a utwory nuci się pod nosem. Nie bez powodu określa się go mianem president of pop. Nawiązując do innego młodego wokalisty o tym samym imieniu, zawsze stwierdzam, że.. niestety, ale Justin jest tylko jeden.  :) 
     Poniższy portret JT jest narysowany na podstawie zrzutu z jego oficjalnego do kawałka Tunnel Vision, gdzie przyjmuje charakterystyczną pozę jakby szukał odpowiedniego kadru do zdjęcia, śpiewając ...na oczach mam klapki, widzę tylko Ciebie. Uznałam, że to świetny motyw na portret z jeszcze jednego powodu, ale o tym napiszę później.
      Szkic wykonałam ołówkiem automatycznym Versatil 2 mm o mocno zaokrąglonej końcówce. Następnie, jak zawsze, cieniowanie zaczęłam od lewego oka i powierzchni wokół niego. Podstawową warstwę przy nakładaniu cieni zawsze stanowi ołówek F oraz potem B. Zaznaczyłam ciemniejsze miejsca i zmarszczki na czole ołówkiem 2B. Jaśniejsze punkty delikatnie ominęłam lub podmazałam niezastąpioną wg. mnie gumką w ołówku Era, którą można zatemperować jak normalny ołówek. Kolejnym punktem były włosy narysowane ołówkiem 4B/5B Faber-Castell (akurat do rysowania włosów te lubię najbardziej). Rysik został mocno zatemperowany, tak by prowadzone linie były cienkie i wyraźnie oraz imitowały pojedyncze włosy i pasma.  Tym samym ołówkiem narysowałam zarost, stawiając krótkie kreski, nachodzące na siebie litery X, Z, oraz tak jakby znaki nawiasów - ( ). 
      Powodem, o którym wspominałam wcześniej, dla którego sięgnęłam akurat po to zdj JT a nie inne, jest perspektywa. Dłonie mimo, iż znajdują się bliżej są nieostre i rozmyte. Taki efekt udało mi się uzyskać dzięki wiszerowi, którego używam niezwykle rzadko a idealnie nadaje się do takich efektów. Wystarczy najpierw wycieniować ołówkami odpowiedniej miękkości a potem rozetrzeć warstwy i zaznaczyć kilka jasnych punktów. Dzięki temu zabiegowi pierwszy i drugi plan, z jednej strony świetnie się odznaczają, z drugiej zaś współgrają. To mój ulubiony portret, choć na dzień dzisiejszy znalazłam kilka niedociągnięć i słabszych elementów. Mimo to... he's my number one.




niedziela, 18 stycznia 2015

Hortensja - krok po kroku

     Trochę lata tej „nibyzimy” zawsze się przyda, więc na pierwszy rzut  przedstawiam rysunek w mocno soczystych barwach.  Hortensja (bo o niej mowa), latem zachwyca kwiatami w różnych barwach, od zieleni i różu, przez błękit, fiolet, aż po biel. Kwiatostany tworzące wielkie kule zawsze w wakacje cieszą moje oko, więc złapałam za kredki a efekty można zobaczyć poniżej. Rysunek wykonany jest kredkami K-i-n Progresso z dodatkiem pojedynczych Polycolorów (o wszystkich przyborach jakich używam można przeczytać pod tym linkiem Przybory). Po wykonaniu szkicu zaczęłam nakładać kolejne kolory  i warstwy  (najpierw blady żółty, róż i jasny błękit, a potem lazurowy oraz fiolet), łącząc je ze sobą, tak aby uzyskać w miarę łagodne przyjścia.
     Wspomogłam się białą kredką, która posłużyła do blendowania (rozcierania). Mocno zatemperowaną niebieską kredką zaznaczyłam widoczne na płatkach "zmarszczki" (załamania, linie, nie wiem jak to nazwać). Odcieniami żółtego i brązu narysowałam kilka plamek o niejednorodnych kształtach imitujących obeschnięte końcówki. Tło to mieszanka zielonych kredek, wszystkich jakie były w zestawie. Nie rysowałam liści każdego z osobna, bo uznałam, że ich natłok może spowodować, iż kwiaty się w tym zgubią. Chociaż z drugiej strony całkiem możliwe, że po prostu nie chciało mi się nad tym siedzieć, więc wybrałam drogę na skróty i mamy tak jakby... nieostre liście, na drugim planie. Zielonymi kredkami rysowałam owalne kształty, jeden obok drugiego nakładając je na siebie. Zbyt mocne przyciskanie do kartki spowodowało, że kilka z nich się połamało w rękach, choć końcowy rysunek prezentuje się nie najgorzej.