wtorek, 7 marca 2017

Justin Timberlake #3

Nie mam zbyt wielu wykonawców muzyki, którym jestem "wierna" od wielu lat. Jeśli śledzicie bloga lub mojego fanpage'a od dłuższego czasu to jednak wiecie, że szczególną sympatią darzę Timberlake'a. Większość piosenek znam na pamięć lub tzw. pół-pamięć, czyli co nie znam to dośpiewam po swojemu i też będzie ok. W ubiegłym roku, gdy wiedziałam, że zagra na Eurowizji specjalnie czatowałam po nocy, żeby obejrzeć występ na żywo. Ostatnia trasa koncertowa Justina Timberlake'a The 20/20 Experience World Tour trwała 787 dni i objęła koncerty w 134 miastach, w tym w Gdańsku. Koncert zamykający całą światową trasę można obejrzeć na youtubie w świetnej jakości, ponieważ został nagrany dla Netflix. Super ujęcia i kadry z backstage'u. Polecam, genialny performance. Swego czasu narysowałam kilka portretów JT, ostatni po narodzinach synka i kolejny impuls nadszedł, gdy zobaczyłam nową sesję fotograficzną z jego udziałem i nadszedł czas wypróbowania ołówków Castell 9000. Trochę żałuje, że tym razem nie pilnowałam robienia zdjęć podczas pracy i jedynie co mi zostało to pokazanie pracy już w 100% gotowej. Rysunek podstawie zdjęcia wykonanego prze Millera Mobleya do wywiadu, który ukazał się w magazynie The Hollywood Reporter, w którym mówi o przyjaźni z Jimmym Fallonem, ojcostwie i swoich planach na przyszłość.

Szczegóły:
- A4, papier Canson 190 g/m2
- ołówki Faber-Castell 9000
- gumka chlebowa, gumka w ołówku Perfection do tuszu
- biały żelopis Sakura Gelly Roll
- czarny Staedtler Lumograph 8B (do kilkunastu najciemniejszych włosów na brodzie)
- wiszer




A poniżej, jak jesteście ciekawi starsze rysunki z JT i chyba czas na coś sensownego w kolorze.  Który podoba Wam się najbardziej? 

środa, 1 marca 2017

Kłopot z kobietami czyli ilustracje przepełnione sarkazmem Jacky Fleming

Karol Darwin zauważył, że na kartach historii dominują przede wszystkim wybitni mężczyźni. Artur Schopenhauer ogłosił, że kobieta nigdy nie stworzy żadnego oryginalnego dzieła, ponieważ nie posiada „uwłosienia geniusza”. Jakub Rousseau uważał natomiast, że kobiety powinny oddawać się wyłącznie temu, co dla nich naturalne – zadowalaniu innych (w tekście książki jest dosadniej: mężczyzn).

Największy problem z kobietami... mają mężczyźni. Tak było, jest i istnieje duże prawdopodobieństwo, że nadal będzie. Wszystko, co wiemy o kobietach, powiedzieli mężczyźni. Przez wieki filozofowie i naukowcy prześcigali się w dziwacznych teoriach o kobiecej naturze. Spychali je na margines, twierdząc, że to nieszkodliwe, choć kłopotliwe istoty. Dzisiaj przychodzę do Was z zupełnie czymś innym, czymś czego jeszcze tu nie było. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak w moje ręce dziś wpadła książka Kłopot z kobietami. Tytuł brzmi jak kolejny psychologiczny poradnik, jak radzić sobie z problemową płcią piękną, który nie ma nic wspólnego z rysunkową tematyką bloga. Nic bardziej mylnego, dlatego zapraszam do krótkiej recenzji. 

Jacky Fleming,  angielska ilustratorka (i feministka) postanowiła w dosyć przewrotny sposób swoimi rysunkami przedstawić całą historię dyskryminacji kobiety raz jeszcze w bardzo błyskotliwy sposób. Już na pierwszej stronie przestrzega czytelnika, że nie zawsze powinien wierzyć we wszystko co usłyszy i co wpajają nam wielkie autorytety. Jak rozpakowałam książkę i przejrzałam ją na szybko, parsknęłam śmiechem: "Serio?". Może i reakcja była słuszna, bo na odwrocie dużymi literami ostrzegają, że to najśmieszniejsza książka XXI wieku. Warunek jest jeden, musisz lubić czarny humor. 

Książka ma prostą, białą okładkę, zaś w centralnym miejscu znajduje się kolorowa ilustracja przedstawiająca kobietę zamkniętą w kryształowej kuli. Wnętrze jest zaś niecodzienne. Na każdej stronie pojawia się inny rysunek z krótkim, odręcznie pisanym opisem. Imitacja komiksu z brudnopisem czy dziennikiem, bez numerowanych stron. Kłopot z kobietami nie wymusza na nas kilkudziesięcio godzinnej lektury czytanej w skupieniu. To lekka, humorystyczna pozycja, w sam raz do porannej kawy, która zaczyna się od przejedzonego już lekko "dawno, dawno temu...". Czego dowiemy się o kobietach? Przede wszystkim jesteśmy biologicznie niższymi istotami, o małych głowach, histeryczkami, a siedzenie w domu prowadzi do tego, że mamy niewielkie osiągnięcia. Każde wyrażenie własnego zdania i wyjście poza Sferę Domową czyni nas upadłymi. Wysiłek umysłowy koliduje z wydawaniem na świat kolejnych potomków, a mózg? Niby jest, a jednak jakby go nie było. Nie chciałabym pokazywać każdego aspektu, który został poruszony, jednak dostało się także artystkom!

Twórczość jest wynikiem tej części mózgu, która u kobiet w ogóle nie występuje, więc kobiety-artystki możemy wymienić tylko dwie, a to z powodu słabych rąk, które nie są w stanie utrzymać pędzla w dłoni przez dłuższy czas. Silne ręce posiadały służące czy dziewczyny noszące węgiel, ale i dla nich odpowiednia była sztuka mizerna, niepoważna. Słabość kobiecej ręki jest w stanie wychwycić każdy krytyk sztuki. Szkoły artystyczne oczywiście są dla kobiet zakazane, a malować można nam jedynie martwą naturę. Jedna wariatka odważyła się malować naturę poza Sferą Domową i to jeszcze bez przyzwoitki, więc bardziej upaść nie można.


Dzieła stworzone przez kobiety, szybko tracą swój status i trafiają z prędkością światła na tzw. śmietnik historii. Mijają lata, a my z tego śmietnika nie możemy się wygrzebać. Jedną z ważniejszych ról jaka nam przypada to bycie żoną-przyjaciółką artysty na drugim lub dziesiątym planie, bijąca z zachwytem brawo, gdy Pan i Władca tworzy.  Ale prawda jest taka, że kobiety nie są w stanie stworzyć nic wartościowego, bo brak im "uwłosienia geniusza". Jakoś szczególnie nie jest mi żal. :)


Jedyną pozytywną wiadomością jest brak kobiecego odpowiednika Picassa. Tak, pozytywną! My nie chciałybyśmy mieć krwi na rękach. Krwi naszych męskich muz, które nie wytrzymałyby napięcia, stresu i wymiany na lepszy model.


Największą uwagę w książce przykuwają ilustracje. Prosta, dynamiczna kreska trafia w punkt. Pozornie zwykłe, jakby rysowane długopisem na nudnych lekcjach, dla niektórych pewnie nawet i "brzydkie". Jednak mają w sobie coś, co powoduje, że dłużej się nad nimi zatrzymamy. Kojarzą mi się ze znaną na Facebooku  stroną Porysunki lub Bardzo brzydkie rysunki, które powodują jak nie głośny śmiech, to lekki, szyderczy uśmieszek pod nosem. 


Nie będę jak producenci filmowi, którzy najlepsze momenty pokazują w trailerze, tak wiec resztę możecie zobaczyć sami.  Książka ma charakter mocno prześmiewczy, a ironię i sarkazm wyczuwa się już po jednym zdaniu. I wiecie co? Uśmiałam się i z ilustracji i z opisów. Cel autorki został więc osiągnięty. A na poniżej kilka cytatów i moja ulubiona ilustracja mdlejącej kobiety zombie:

"Gdy tylko kobieta zdoła się gdzieś wyrwać, zawsze narobi kłopotów".

"Ewolucja kobiet po prostu zatrzymała się zanim zakończył się ich rozwój".

Amen.



czwartek, 23 lutego 2017

Recenzja: cienkopisy kreślarskie Ecco Pigment Faber-Castell


"Przeznaczone dla projektantów cienkopisy idealnie nadają się do pisania, rysowania i szkicowania. Znakomicie sprawdzają się na papierze i kalce kreślarskiej"

Projektant ze mnie żaden, ale za pisakami kreślarskimi rozglądałam się od dawna, bo te, które posiadam nie do końca spełniają swoją rolę. Dzisiaj czas przedstawić  cienkopisy Ecco Pigment od Faber-Castell. Z czym mi się kojarzą? Ilustracje, linearty, kropki, tatuaże etc., czyli realizm ustępuje dziś miejsce kreatywności. Zacznijmy, więc od początku.

Cienkopisy zapakowane są w przezroczyste etui z tworzywa sztucznego, standardowe, sklepowe opakowanie. Opis w języku niemieckim (i kilku innych), jednak brak polskiego tłumaczenia. Z tyłu naklejka polskiego dystrybutora.


Trzon i nasadka cienkopisów wykonane zostały z polipropylenu (PP), który ma chronić  przed szybkim wyschnięciem tuszu i dawać możliwość korzystania z nich przez wiele lat. Ponadto mają znikomy wpływ na środowisko, a producent podaje, że PP spala się jak wosk świecy. Brzmi ekologicznie, jednak nie mam zamiaru tego sprawdzać. Cienkopisy są w kolorze jasnoszarym z czarnymi napisami i srebrną skuwką. Bardzo lekkie. W miejscu trzymania trzon jest matowy, co zapobiega ślizganiu się w dłoni i pozwala na większą precyzję w prowadzeniu.  Wygląd dla mnie na plus, w moim stylu - klasyczny minimalizm.


Mój zestaw składa się z czterech szerokości, zaś cała paleta cienkopisów ma ich osiem od 0,1 mm do 0,8 mm. Można je zakupić na sztuki za ok. 9 zł, albo pakowane własnie po 3-4 sztuki. Szkoda, że nie ma jeszcze cieńszej końcówki np 0,05 mm.


Fibrowe końcówki grubości: 0,1 mm, 0,3 mm, 0,5 mm, 0,7 mm prezentują się jak na poniższym zdjęciu, od razu widać różnicę pomiędzy nimi. Rysowałam na papierze 180 g/m3 i nie zauważyłam, żeby tusz się rozlewał na boki. Najbardziej precyzyjny jest cienkopis najcieńszy, super sprawdza się przy konturach i małych elementach, ten najszerszy zaś szybko wypełnia poszczególne elementy na czarno.


Według tego co jest napisane na opakowaniu, tusz powinien być odporny na światło i wodę. W praktyce, po potraktowaniu mokrym pędzelkiem, wte i wewte sama kreska została nienaruszona, jednak dookoła pojawia się lekka szara poświata. Test był wykonany na lekko ziarnistym papierze. Przy wykonywaniu np. ilustracji w połączeniu z akwarelą może nas spotkać mała niespodzianka, jednak nie odnotowałam rozmazywania, podczas szybkiej ilustracji. Tusz jest odporny także na ścieranie gumką podczas wymazywania szkicu ołówkiem. Zresztą rysując dokładnie po linii, grubszymi końcówkami w ogóle nie będzie go widać.


Z cienkopisani trzeba dojść do wprawy, ponieważ na początku dłoń może się trochę "telepać" (lekka delirka).  Ja wykorzystałam je do pierwszych prób rysowania mandali i lineartów. Szczególnie efekt spodobał mi się przy rysowaniu kompozycji kwiatowych.  Sprawdzają się w pisaniu, jak i rysowaniu, mogą także stanowić tańszy substytut rapidografów, bo ładnie prowadzą się wzdłuż linijki a tusz nie ucieka pod spód. Ja jestem bardzo zadowolona, spełniają moje oczekiwania. Moje pierwsze prace wykonane cienkopisami Ecco pigment, zwykle w połączeniu z innymi przyborami, ale linearty są wykonane tuszami. W miarę kolejnych prac, notka będzie uzupełniana zdjęciami.


Zalety:
- kruczoczarny kolor tuszu
- tusz się nie rozlewa
-  precyzyjne kreski

Wady:
 - mogą narozrabiać z kontakcie z wodą, więc byłabym ostrożna przy łączeniu ich z akwarelami

wtorek, 14 lutego 2017

Podstawowe przybory do rysowania czyli pakiet startowy dla samouka

Pierwszą myślą jaka się pojawia, gdy chcemy rozpocząć przygodę z rysunkiem (trochę poważniej) jest kwestia przyborów. Sklepy z artykułami plastycznymi posiadają szeroki asortyment, w którym początkujący może się pogubić i zaopatrzyć w rzeczy, które nie są tak naprawdę potrzebne, lub których nie użyje. We wcześniejszym poście 10 przykazań rysownika-amatora wspominałam, że podstawą są przybory rysunkowe dobrej jakości, to jakiego producenta wybierzecie zależy tylko od Was i  czasami od zasobności portfela. Pamiętam, że parę lat temu mój pierwszy art set był połączeniem ołówków i węgla rysunkowego (w ogóle go nie używałam, do tej pory gdzieś leży) z Biedronki. Jakość przeciętna. Dodatkiem był papier fakturowany, który okazał się strzałem w kolano, bowiem niwelowanie porów palcami tworzyło super plamy. Przejrzałam rysunkowe zapasy i zastanowiłam się z czego najczęściej korzystam przy rysowaniu ołówkami i bez czego nie mogę się obejść, co stanowi tzw. kropkę nad i co można sobie podarować i zaoszczędzić. Spokojnie zamkniemy się w stówce i jeszcze zostanie na buraka liofilizowanego. :)

Rysunkowy must have:

OŁÓWKI - muszę powiedzieć, że mój pierwszy zestaw ołówków w metalowym opakowaniu to ten, który niedawno otrzymałam od Faber-Castell. Wcześniejsze ołówki oszczędnościowo kupowałam na sztuki. Powiem Wam też, że otwierasz takie pudełeczko i od razu czujesz się jak profesjonalista. Szczerze mówiąc, zwykle ołówki trzymam w jakiś kubełkach, osłonkach i owszem sprawdza się to jak są one nowe i długie, jednak gdy już trochę poużywam to szukanie krótkich kikutów na dnie działa mi na nerwy. Plusem metalowych opakowań jest oprócz ładnego designu, jest możliwość bezproblemowego przenoszenia. Można je wrzucić do plecaka czy torebki i nic się zawartości nie stanie a zajmuje mniej miejsca niż piórnik. Najistotniejszym aspektem ołówków jest jakość grafitu i drewnianego trzonu, oraz niełamliwość. Aktualnie rysuję ołówkami FC Castell 9000 Art, mimo iż narysowałam nimi dopiero jeden portret to jestem mile zaskoczona i mogę je polecić każdemu. Bardzo gładko się je prowadzi po kartce, cieniowanie już po jednej warstwie jest w miarę jednolite. Prawie nic nie szarpie, ale dokładna recenzja za jakieś 2 fajne rysunki (w planach portret Audrey Hepburn i pewien filmowy plakat). Spokojnie można kupić na początek ołówki na sztuki, jeśli nie wiecie jeszcze czy złapiecie bakcyla to proponuję np. 2H, F, B, 2B, 4B, 6B i 8B, tak co drugą miękkość. Jeśli interesuje Was inna firma, to w pasku po prawej stronie są linki do recenzji ołówków Koh-i-noor tzw. konkurencji, jak się ostatnio dowiedziałam**, które są tańsze np. Toison d'or i też fajne.  Nie warto kupować byle czego.

TEMPERÓWKA - jak dopiero zaczynasz rysować to nie zdajesz sobie sprawy ile nerwów potrafi zjeść temperówka, która łamie grafit lub drewno, jak już rysujesz od jakiegoś czasu dobrze znasz ten ból. Niby nic,  najprostsza rzecz, którą znasz od x lat, ale to naprawdę gadżet potrzebny. Inna kwestia to używanie noża do ostrzenia ołówków (tak robią artyści, podobno, nie wiem, nie znam się, nie orientuję). Ja tego nie potrafię, ale dokładnie wiem, że skończyłoby się tą krwawą sytuacją bez palca wskazującego. Czasami korzystam ze zwykłych chińczyków za 30 gr z hurtowni papierniczych, które mają ograniczoną żywotność, ale chociaż cena fajna. Ostatnio w papierniczym kobieta dała mi prostą temperówkę metalową za 5 zł (okazało się potem na paragonie, sick!) bez pojemnika na paprochy i z jedną dziurką. Wcale dłużej nie wytrzymała. Powróciłam więc do temperówek z pojemnikiem. Fajnym rozwiązaniem są te z różną wielkością dziurek, bo np. kredki Derwent Drawing są grubsze i standardowy otwór radzi sobie słabo. Czarna strugaczka (ktoś też mówi jeszcze strugaczka a nie temperówka?) Sleeve posiada dwa otwory różnej wielkości, (można strugać zwykłe ołówki/kredki, te grubsze i trójkątne), pojemnik na pełechy a cena nie różni się od innych tego typu przyborów ok 9 zł (tyle samo zapłaciłam za Staedtler w Lidlu).

GUMKI- gumki to dobrze jest mieć dwie, albo i trzy. Numer jeden to oczywiście plastyczna gumka chlebowa, mająca konstystencję plasteliny, która nie zostawia po sobie strzępków.  Jak się zabrudzi wystarczy ją wymiętolić i nadać nowy kształt. Koryguje, rozjaśnia, czyści zabrudzone powiewierzchnie. Stemplując można uzyskać ciekawe efekty np. w tle.  Dla mnie obecnie nr 1, dzięki niej jest czysto. Klasyczna gumka również się przyda, choćby przy wykonywaniu szkicu.

PAPIER -  zapomnij o istnieniu kartek w kratkę, na sam początek  naprawdę sprawdzi się dobrej jakości papier do drukarki. Na chwilę obecną używam bloków firmy Canson, bardzo długo moim ulubionym był papier o gramaturze 90 (i sprawdza się nadal z krową na okładce), choć co raz częsciej sięgam po grubszy papier 190 g/m2, który jest gładszy i fajnie prowadzi się ołówek. Na samym początku go nie lubiłam, ale z czasem człowiek zmienia przyzwyczajenia i zauważa plusy tam, gdzie kiedyś ich nie było.

Rysunkowa kropka nad iczyli coś co fajnie dopełnia cały rysunek, dopieszcza szczegóły i efekt jest lepszy.

Gumka w ołówku - teoretycznie efekty takie same można uzyskać ścinając tradycyjną nożem czy ucinając kawałek nożyczkami, ale gumowy rdzeń w drewnianym trzonie można temperować w normalnej strugaczce. FC Perfection oferuje różne warianty, z różową końcówką do grafitu, z białą do atramentu. Mam obie i używam ich naprzemiennie, choć każdą do innych rzeczy. Białą daje się podmazać kredki a grafit ściera w taki miękki sposób.

Biały żelopis - próbowałam już różnych, jedne wcale nie były białe, dawały szaro-niebieski odcień, inne zaś nie chciały w ogóle pisać po grafice.  Sakura Gelly Roll, jest w miarę tani (ok 5zł), biały i daje radę po śliskiej powierzchni. Elementy zaznaczone długopisem są najbielsze w całym rysunku, np. odbicie światła w oku, na zębach. Nadaje to rysunkowi wyrazistości

Co można sobie podarować:

Wiszer -  rozcieraka trzeba nauczyć się używać, w innym wypadku pozostawi po sobie plamy. Ceny jak na sprasowany papier dosyć wysokie, nawet do 10 zł. Całkiem dobrze sprawdzą się chusteczki higieniczne i patyczki do uszu.

A Wy od czego zaczęliście rysunkowe, uzależniające zakupy? Czegoś Wam tu brakuje?

** To, że jako przykład podaję produkty Faber-Castell nie oznacza, że nagle przestałam korzystać z innych, za co została zwrócona mi uwaga i trochę mnie zasmuciło. Nie polecam bubli. Rysuję tym co jest dobre, bez względu na producenta i to się nie zmieni. Podane przybory są przykładowe, a sklepowi Faber-Castell Polska jestem bardzo wdzięczna za możliwość spróbowania czegoś nowego. :) 

wtorek, 31 stycznia 2017

Post zawiera lokowanie produktu czyli Faber-Castell i Turdusmerula Art

Dzisiejszy post ma jedynie charakter informacyjny, lecz niemniej ważny. Chciałabym zapowiedzieć (czyt. tak, tak pochwalić się), że autoryzowany sklep w Polsce  Faber-Castell zaprosił mnie do małej współpracy, której efekty będziecie mogli śledzić na blogu. Poniżej lista art przyborów, o których będzie można przeczytać w najbliższym (lub nieco dalszym) czasie. Wszystko zależy od tego jak będzie szła mi praca nad kolejnymi rysunkami. Zobaczycie, że zostałam głównie przy monochromatycznych szarościach i odskoczę trochę od rysunku realistycznego (prawie) na rzecz bardziej kreatywnych prac.  Oczywiście ołówkowe prace również się pojawią.
  • Zielone ołówki Faber-Castell 9000 Art  - jeden z trzonowych produktów FC, których byłam bardzo, bardzo ciekawa, przede wszystkim pod względem czystości grafitu. Nie cierpię jak podczas cieniowania natrafiam na zanieczyszczenia. Cel: poszukiwanie ołówków the best of.
  • Gumka chlebowa - bardzo długo nie doceniałam jej zalet. Ta, którą posiadam jest na początku bardzo twarda i muszę ogrzewać ją na kaloryferze przed użyciem, dlatego chciałam wypróbować tą z FC. Kolory do wyboru są różne, jednak ja zapomniałam wybrać i losowo przyszła w kolorze żółtym, choć może kolor nie ma w tym wypadku żadnego znaczenia.
  • Temperówka podwójna SLEEVE -  kompatybilny wygląd do gumki, na samym początku nie mogłam jej otworzyć (haha), posiada dwa różne otwory, które na pewno się przydadzą. Prosta rzecz, ale ile nerwów może zjeść "strugaczka" łamiąca rysik?
  • Czerwony pisak pędzelkowy PITT nr 219 - wybrałam jako żywy element kolorystyczny, specyfika produktu taka sama jak zestawu szarości. Nie to nie jest substytut Promarkerów dla zainteresowanych, zaznaczam to już na samym początku. 

Czy którykolwiek z wymienionym produktów wpadł już w Wasze ręce i możecie o nich coś napisać? Czego najbardziej jesteście ciekawi? :)

wtorek, 17 stycznia 2017

Ahoj przygodo! Portret chłopca z kotem - krok po kroku

Dzisiaj szybko wsiadamy do pociągu i  i ahoj przygodo! Kierunek San Escobar! :) A tak na poważnie dokładnie miesiąc temu opublikowałam portret papieża i nastąpił mały przestój. Wszystko za sprawą przygotowania dla Was posta o kredkach, którą przecież trzeba poprzeć przykładami. Ten rysunek zaczęłam jeszcze w tamtym roku, jednak sierść kota i początkowa niechęć do nowego papieru skutecznie opóźniała postępy. Efekt końcowy dla mnie jest na plus. Zobaczcie sami.
W rysunku miałam zamiar użyć tylko i wyłącznie kredek Polycolor, jednak w sklepie kobieta pomyliła Polycolory z Mondeluzami i drewniane belki musiałam narysować kredkami akwarelowymi.  Dodatkowo sięgnęłam po papier o większej gramaturze (zwykle rysuję na 90g/m3) i mimo, że na początku nie mogłam się odnaleźć, tak później całkiem fajnie się pracowało, choć rogi kartki i tak się podwijały.
Szczegóły:

- A4 Canson 180 g/m2

- Koh-i-noor Polycolor Portrait + czarna; Mondeluz dwie brązowe

- biały żelopis Sakura Gelly Roll

- czas: nie mam pojęcia, rozpoczęłam jeszcze w starym roku

Kolorystyka rysunku zależy od tego o jakiej porze i jakimi ustawieniami robiłam zdjęcia.




Poniżej step by step na podstawie skanów i animacji. 




sobota, 17 grudnia 2016

Portret Jan Paweł II

Nie pokazuję wszystkich zamówień rysunkowych, które wykonuję, bowiem prywatne zdjęcia nie zawsze wywołują efekt "wow", a nieskromnie pisząc  - bardzo go lubię. Tym razem jako prywatne zamówienie wykonałam portret beatyfikacyjny Jan Pawła II. Jest to mój drugi portret polskiego papieża i znacznie lepszy niż pierwszy. Większy format równa się większa szczegółowość i jeszcze więcej detali, które momentami "wychodziły mi bokiem". 



Szczegóły:
- rozmiar A3
- ołówki Koh-i-noor F-8B
- gumka chlebowa,  i dwie gumki w ołówku Faber Castell Perfection i Koh-i-noor Era
- patyczki do uszu, biały żelopis Sakura




Wdając się w szczegóły, najbardziej pracochłonne okazały się sznurki przy narzutce. Stwierdzenie "idę do sznura" u mnie w domu nabrało nowego znaczenia. :)




 Niestety nie zdążyłam udać się do punktu ksero i zeskanować całości, więc muszę siebie i Was zadowolić zdjęciami w jakże okropną zimową i ciemną porę, która pożera szczegóły. 

środa, 7 grudnia 2016

Inspiracja zdjęciem Cristiny Otero

Zdjęcia Cristiny Otero widział chyba każdy, choćby jeden raz. Portrety z owocami są bardzo znane i krążą po internecie, również jako fanarty - rysunki. Przeglądając profil w oko wpadło mi ujęcie dziewczyny z "dzikim" wzrokiem. Z rysunkiem zeszło mi bardzo długo, ale w końcu jest. 
Szczegóły:
- A4;
- ołówki Koh-i-noor Toison D'or F-8B;
- gumka chlebowa, w ołówku Era, FC Perfection;