czwartek, 21 lipca 2016

Info 1

Trochę zapuściłam bloga, głównie z powodu braku nowości, które byłyby ciekawe do opisania w jakiś sposób. Ostatnie 2 miesiące były mniej lub bardziej owocne w prywatne zamówienia, a teraz nastąpił tzw. artblock, którego nie cierpię. To takie "chcę a nie mogę", bez konkretnych powodów. Jedyne co mi zostało to pokazać szczególne zamówienie, które trafiło w sam środek serca (też takie chcę!) i kilka zaczętych a jeszcze nie skończonych prac według zasady: jeśli nie wiesz co ze sobą zrobić zacznij kolejny 100 rysunek. 

Zamówienie z sesji ślubnej w górach, czarno-białe z kolorowym elementami w postaci wianka na głowie i muchy. 




Inne zamówienie to słodki kawaler.


Podczas trwania Euro 2016 na oficjalnej stronie na facebooku PZPN zorganizowano konkurs polegający na narysowaniu podobizny naszego stopera Kamila Glika.  Nieskromnie się pochwalę, że wygrałam. Piłka z autografem i biografia są moje, a spędziłam nad tym dwa wieczory.




Jakiś czas temu rozpoczęłam portret kredkami na podstawie zdjęcia Cristiny Otero, ale mobilizacja uleciała. 




Pora na szybkie orzeźwienie, najlepsze lody domowej roboty. 




Uznałam, że mój Anioł Stróż ma jednak dość...



I na koniec ilustracja , let's talk about love.


Mam nadzieję, że niedługo wszystko wróci do normy. :)

piątek, 3 czerwca 2016

Plakaty wall decor

Mam do sprzedania plakaty na podstawie rysunków, które zebrały najwięcej sympatii. Świetnie sprawdzają się jako tzw. wall decor. Oprawione w ramy tworzą fajny wystrój. Nie są rozpikselowane, wydać pociągnięcia ołówkiem, o wiele tańsza alternatywa dla oryginalnych rysunków.



Zapraszam na facebooka, gdzie aktualnie jest konkurs:
oraz kontakt mailowy: turdusmerula.89@gmail.com
Ceny są symboliczne  
Rozmiary powiększone o białe ramki.
A3 i A4
Wydruk na papierze o gramaturze 200 g/m2.




piątek, 13 maja 2016

Recenzja: Blender do kredek: Koh-i-noor & Derwent

Kolory łączcie się! Taka komenda niestety nie sprawi, że rysunek nabierze gładkości i delikatnych przejść na pstryknięcie palca. Do tego rodzaju zadań stworzono tzw. blender  do kredek. Jest to dosyć przydatny (choć w sumie nie aż niezbędny) gadżet rysunkowy.


    
Blender nic innego jak przezroczysta, dosyć miękka kredka, której trzon tworzy samo spoiwo kredki bez barwnika. Ma na celu niwelować białe pory kartki i ostre kreski (czyli te białe, prześwitujące kropeczki spod koloru) ujednolicając powierzchnię, harmonizować przejścia pomiędzy odcieniami, mieszać nałożone na siebie kolory, tworząc nowe i wydobywać półtony. Ładnie brzmi, a rzeczywistość?




Posiadam blendery dwóch firm: Koh-i-noor i Derwent, których używam naprzemiennie. Ceny oscylują w granicach 4/5 zł za sztukę. Można je kupować pojedynczo lub w pakiecie (np. Derwent oferuje zestaw 2 blenderów, 2 burnisherów z temperówką i gumką za ok 26 zł). Jeszcze 3 lata temu takie akcesoria były trudno dostępne, jednak teraz można już je dostać w większości sklepów z rysunkowych tych stacjonarnych i  internetowych. Jak wspomniałam blenderów używam naprzemiennie (który wpadnie pierwszy mi w rękę), ponieważ zarówno Polycolor jak i Derwent sprawdzają się bardzo dobrze i poleciłabym je z czystym sumieniem.


 Pory kartki najłatwiej zatuszować poprzez rozcieranie. Taka sama zasada jest przyjmowana przy rysowaniu ołówkiem np. wiszerem, patyczkami do uszu, chusteczką higieniczną itp., w zależności czy stosujemy taką technikę. Innym sposobem jest używanie dobrze zatemperowanych przyborów. Całkowicie inne kreski zostawia kredka z ostrym szpicem a całkowicie inne taka, którą już trochę pracowaliśmy (rysik się ścina).  Znaczenie ma również twardość kredek. Te bardzo miękkie jak Mondeluz zostawiają po dobie większe pory, ale można je też łatwiej rozetrzeć. Poniżej w akcji zobaczyć można właśnie kredki akwarelowe i Polycolory.




Czy posiadanie blendera to totalny must have? Otóż nie. Jako zamiennik może posłużyć biała kredka, która w 90% zwykle wydawała nam się zbyteczna. Znacznie lepiej w tym wypadku sprawdza się kredka z miękkim trzonem jak np. K-I-N Mondeluz, niż twardym np. Renesans


Połączenie czerwonego z niebieskim jest klapą (gdzie ten fiolet?), jednak żółtego z niebieskim prezentuje się lepiej, można dostrzec zieleń pomiędzy nimi. Nie poleciłabym blendera jako "tworzyciela" nowych kolorów. Znacznie lepiej jest to wypracować poprzez delikatne nakładanie koloru dobrze zatemperowaną kredką, lub użyć od razu odpowiedniego koloru (wersja dla leniwych czyli dla). Blender sprawdza się świetnie  w przejściach między kolorami (niebieski z fioletem).




W trakcie użytkowania należy być czujnym, ponieważ trzon bardzo łatwo się brudzi. Jeśli nie zetrzemy pozostałego koloru, zniszczymy sobie pracę, próbując od razu rozetrzeć inne miejsce. 

Widać niebieskie końcówki z ostatniego użytkowania
Białe pory kartki nie przeszkadzają mi aż tak, bym rozcierałam kredki przy każdym rysunku. Najczęściej blendera używam przy rysowaniu tła, które ma być na drugim planie, rozmyte. W rysunku hortensji i piłkarzy użyłam jednak nie blendera a białej kredki Progresso. Muszę zaznaczyć, że kredka nie rozjaśnia w jakiś szczególny sposób koloru i nie wydają się one mdłe czy wyblakłe prze to. 



Ilustrację róży potraktowałam blenderem od samego początku, tak by połączyć niewielkie ilości różu i fioletu na płatkach. Dzięki temu rysunek ma w pełni gładką powierzchnię. 


Blendera warto użyć dopiero na sam koniec wtedy, gdy nałożyliśmy wszystkie warstwy kredek. Gładka powierzchnia jest jednocześnie śliska, co oznacza, że dalsze kolorowanie jest praktycznie niemożliwe. Długo przekonywałam się do blendera. Nieumiejętność stosowania powodowała, że efekty były lekko mówiąc niezadowalające i długo leżały odłogiem. Praktyka czyni mistrza, więc warto próbować nowości. 

A Wy używacie blendera do kredek? Jakie są Wasze doświadczenia? 
Plusy:
- nieweluje pory kartki
- ładnie łączy ze sobą kolory
- cena nie jest zbyt  wysoka
- dosyć dobrze dostępny
Minusy:
- ciężko stworzyć nowy kolor
- śliska powierzchnia uniemożliwia dalsze poprawki
- trzeba mieć wprawę w używaniu, żeby dostrzec plusy

sobota, 30 kwietnia 2016

Wieczność - reprodukcja obrazu Zdzisława Beksińskiego 84'

Obrazy Zdzisława Beksińskiego intrygują, momentami przerażają i są niezrozumiałe. Szczególnie do gustu przypadł mi obraz z 1984 r. (bez tytułu), który przedstawia przytulające się wychudzone postacie.  Nie wiem czy można podciągnąć to pod romantyzm, jednak we mnie wzbudza pozytywne emocje, które spowodowały chęć posiadania własnej kopii. Tuż po publikacji, oprócz miłych i przychylnych słów zebrałam kilka "negatywów" odnoszących się do łamania prawa autorskich. Według przepisów prawa kopiowaniobrazów jest legalne w zależności od tego czy twórca żyje lub ile czasu minęło od jego śmierci. Można tworzyć reprodukcje na sprzedaż, twórców, od których śmierci minęło więcej niż 70 lat, a jak wiadomo Beksiński zmarł w 2005 roku. Moje stwierdzenie w mediach społecznościowych "kto chce, bo nie mam już miejsca na ścianie", oraz komentarze innych osób odnoszące się do odpłatności i tego jak mam się cenić, mogły zostać pośrednio zrozumiane jako chęć zarobku przeze mnie. Po pierwsze, rysunek jest u mnie i póki co nigdzie się nie wybiera, po drugie zaś gdybym chciała sprzedać podałabym po prostu cenę. Kolejna sytuacja bardzo mnie rozśmieszyła, bowiem kobieta po 40-tce napisała do mnie wulgarną wiadomość, w której stwierdziła, że Beksiński to historia, a ja jestem idiotką, bo robię sobie z niego zabawę i przynoszę Polsce wstyd. Na chwilę obecną nie rozumiem o co dokładnie chodzi, ale wiem już co kobiety w średnim wieku robią na facebooku. Do rzeczy.


Szczegóły:
- rozmiar A3
- media: ołówki
 Koh-i-noor Toison d'or F-8B, gumka chlebowa, gumka w ołówku, wiszer, chusteczki higieniczne, patyczki do uszu Emotikon grin
- czas: dużo, bardzo dużo


Detale obrazu spowodowały, że postanowiłam po raz pierwszy sięgnąć po większy rozmiar kartki. Umiejscowienie postaci w centrum, tak by zmieściły się całe, zajęło mi dużo czasu. Tu się kolano nie zmieściło, tu zbyt wysoko zaczęłam itd. Po 4 kartkach udało mi się zaznaczyć ogólny zarys. Cieniowanie całego rysunku wykonywałam tak jak zawsze: ołówek F jako bazowy i kolejne warstwy w zależności od tego jak ciemna była powierzchnia. Dodatkowo (bo raczej tego nie robię) delikatnie rozcierałam powierzchnię patyczkami do uszu, bo zniwelować pory na kartce.


Wiedziałam, że nie mam polotu do jednolitego tła (nienawidzę tego), więc zastosowałam metodę stemplowania gumką chlebową, która pozostawia po sobie niejednolite, nieregularne, rozmyte, białe plamki. Najpierw cieniowałam standardowo, potem rozcierałam chusteczką i wiszerem a dopiero na sam koniec używałam gumki. Chciałam uzyskać efekt lekkiej "niechlujności".



Rozmiar A3 spowodował, że tym razem nie jestem w stanie "wrzucić" skanu. Nie udało mi się połączyć dwóch części bez brzydkich krech przez środek.  Detale rysunku starałam się pokazać na zdjęciach.






Z tego co mi się wydaje to najbardziej szczegółowy rysunek do tej pory rysowałam (piszę to prawie za każdym razem wraz z nowym rysunkiem, chyba progress). Do rozmiaru A3 nie bedę jednak wracać często, bo nie mam gdzie tego trzymać, a standardowe A4 ląduje zawsze w segregatorze i nie poniewiera się po kątach.




Pisałam, że nie mam na niego miejsca? No przecież pisałam. :)

A jednak mam skan, uratowali mi skórę w punkcie ksero za 1zł. ;)


piątek, 8 kwietnia 2016

Gumka w ołówku: Koh-i-noor Era

Ołówek z gumką, normalna rzecz, a gumka w ołówku? Od kilku już lat jeden z przyborów, z którym nie rozstaję się przy rysowaniu. Gumka w ołówku pierwszy raz wpadła mi w ręce w wersji połówkowej tzn. jako produkt marki Koh-i-noor pod nazwą SUDOKU. Z jednej strony znajduje się miękki (2B) wkład grafitowy, z drugiej zaś strony mamy gumkę, którą można temperować jak tradycyjny ołówek. Sama nazwa wskazuje, że produkt przeznaczony jest do rozwiązywania matematycznych łamigłówek czy krzyżówek. Guma przydała mi się do kompletnie innych rzeczy, mianowicie do wymazywania szczegółów takich jak pojedyncze białe włosy, odbicia światła oraz do wszystkich innych detali, którym tradycyjna gumka nie dawała rady.

Cena Sudoku od 2 zł za sztukę wzwyż 

Część z gumką zużywałam do końca a końcówkę z grafitem, cóż wyrzucałam lub odkładałam do jakiś notatek - w ogóle z niej nie korzystałam. Trochę marnotrawstwo zwłaszcza, że rdzeń z grafitem był dłuższy niż ten z gumką. Koh-i-noor na facebooku przyszedł z pomocą i uświadomił mnie, że wprowadzają do swojego katalogu (rok 2013 bodajże) interesującą mnie część z SUDOKU -  samą gumkę w ołówku. Ówcześnie jednak jej zakupienie z sklepach plastycznych było niemożliwe, na każde moje zapytanie panie ekspedientki kręciły przecząco głowami. Jak mnie to frustrowało, liceum plastycznie w mieście a oni nie mają gumki w ołówku? Na szczęście aktualnie moje cudo można już dostać i w sklepach stacjonarnych i internetowych. 

Gumka w ołówku Era (nr. kat. 6312) służy do wymazywania grafitu, kredek i węgla. Jej ceny są różne, ja za swoje zapłaciłam 1,50zł/szt. (ten sklep internetowy niestety już nie istnieje), ale standardowo ceny rozpoczynają się od 2,30 zł w górę. Gumka jest miękka i dobrze się temperuje, jednak jak ktoś liczy, że zastruga ją na igłę to lekko się zawiedzie. To niemożliwe ze względu na swoją miękkość. Można ją ściąć nożem pod dowolnym kątem jeśli ktoś ma taką potrzebę. 


Dwa dłuższe ołówki to "zapasówki", zaś krótszych używam na co dzień. Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć jak wygląda gumowy rdzeń zaostrzony fabrycznie oraz po domowym temperowaniu. Poniżej zaś, test jak gumka radzi sobie z ołówkiem Toison d'or 2B i 8B, kredką Polycolor oraz węglem. Najlepiej radzi sobie z ołówkami, trochę gorzej z kredkami i węglem. Warto nadmienić, że błędy czasami wyłapujemy znacznie wcześniej, już na etapie nakładania kolejnych warstw, więc wymazanie kredki jest prostsze, choć nie zawsze w 100% możliwe.


Ołówek Era przewija się wszędzie podczas rysowania. Do czego głównie go używam:
  • jasne elementy w okolicy oczu (rzęsy, źrenice, brwi);


  • włosy;


  • zarost;

  • zmarszczki/skóra;

  • elementy odzieży;

Tak naprawdę gumki w ołówku można używać do tego, czego tylko chcemy zwłaszcza małych elementów i refleksów. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym jej teraz nie mieć. 

Plusy:
- cena;
- super sprawdza się przy szczegółach 
- dosyć dobrze dostępna (przynajmniej w Internecie)

Minusy:
- gorzej radzi sobie z wymazywaniem kredek i węgla

Ocena: 10/10 

piątek, 1 kwietnia 2016

Wnętrze bazyliki de la Sagrada Familia w Barcelonie - akwarele

      Co jakiś czas wracam do pędzla i akwareli natchniona poprzez instagramowe zdjęcia. Od ostatniej pracy farbami (hortensji) minęło trochę czasu a wiedza z tego zakresu raczej się nie powiększyła (obiecuję sobie to nadrobić). Kwiaty odstawiłam na chwilę i podeszłam niepewnym krokiem do architektury. Po skończonym malowaniu nasunęło mi się jedno istotne pytanie: czemu nie potrafię porządnie posłużyć się linijką? Zaznaczenie kilku istotnych linii podczas rysowania portretu nie sprawia mi trudności, jednak pierdylion równoległych/prostopadłych kreseczek już stanowi problem. Od razu na wstępie muszę się przyznać, że jedna część ściany mi uciekła - braki w podstawach techniki rysunku, perspektywy itp. Dlaczego Sagrada Familia? Urzekły mnie fotografie jej wnętrza, zwłaszcza kolorowe witraże i przebijające się przez nie promienie słońca. Pięknie to wygląda, prawda? 

Źródło: http://www.sagradafamilia.org

Szkic wykonałam na podstawie powyższego zdjęcia. Część rzeczy wykonałam bardziej dokładnie, inne mniej, ponieważ uznałam, że i tak będę to poprawiać pędzlem. Błąd - idealny szkic do minus 100 problemów z głowy.


Wypełnianie rozpoczęłam od witraży. Uprościłam je, zaznaczając jedynie dwie linie - wzdłuż i w poprzek, pomijając metalową oprawę każdej z szybek.



Można zauważyć, że papier powoli zaczął się falować (lewy  górny róg).  Jednak gramatura 250 jest zbyt niska. Po skończeniu bloku z Cansona, muszę zaopatrzyć się w coś innego. Większość bloków w jeszcze przystępnej cenie jest niestety ziarnista. Nie przeszkadza mi to, jednak chcę wypróbować papier gładki.  



To żółte "coś" na górze miało być imitacją rozproszonego przez witraże światła wpadającego do bazyliki. Lekko wilgotny kawałek gąbki zamoczyłam w rozcieńczonej żółtej farbie i dociskałam do kartki. Efekt tego taki, że 8-latek patrzący mi przez ramię zapytał poważnym tonem, czy Maksymilian (chomik dżungarski) zrobił mi "siku" na kartce (czasami puszczam gryzonia podczas rysowania). To chyba nie był komplement co? 




Szczegóły:
  • papier a4 Canson 250 do akwareli
  • farby akwarelowe w tubce Crelando 24 sztuki (te z Lidla), farby szkolne ASTRA 18 sztuk
  • paleta, kawałek gąbki
  • pędzelki ze sztucznego włosia: GraArt 10,  Renesans 3
Podczas malowania nie używałam płynu maskującego, choć takowy posiadam. Białe elementy wolałam tym razem po prostu omijać. Na pewno element witraży jeszcze się pojawi, bo znalazłam jeszcze kilka fajnych ujęć wnętrza. ;) Que tenga un buen día!