Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 maja 2023

Krokusy na Kalatówkach - obraz akrylowy

Gdy zakwitną krokusy,

pójdziemy na hale…

Nad potoki wiosenne

i wyżej, i dalej…💜🏔️

Tatry na stałe rozgościły się w mojej twórczości i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić. Kiedy malujesz to co siedzi głęboko w Tobie, bez presji oczekiwania co na to klient, czy mu się spodoba - jest dużo spokojniej. To cieszy. Krokusowe szaleństwo powoli dobiega końca, mimo tłumów w najpopularniejszych miejscówkach każdy powinien choć raz zobaczyć fioletowe dywany. Coś pięknego! W ubiegłym roku udało mi się trafić na pełen rozkwit, teraz w marcu wstrzeliłam się w same początki i również zachwycały.







niedziela, 25 listopada 2018

Panorama górska - suche pastele

    Zawsze marzył mi się rysunek wielkich formatów na ścianie, oczywiście taki spod mojej ręki. Duże formaty onieśmielają, nigdy nie wzięłam do ręki kartki większej niż A3, a teraz? Przyniosłam brystol 100 na 70 cm, czyli największy jaki był na stanie w sklepie plastycznym. Na portret takich rozmiarów bym się nie zdecydowała, ryzyko sponiewierania proporcji rośnie z każdym cm kartki. Tematyką dziś nie zaskoczę, bo to kolejny post związany z pejzażem górskim, jednak zmieniłam medium na suche pastele. Zło w czystej postaci! Takiego bałaganu podczas rysowania na podłodze nie miałam nigdy. Tak, na podłodze, bo biurko mam zdecydowanie za małe. Pastele pylą bardziej niż kwiaty na wiosnę, białe meble zamieniły się w monochromatyczną mozaikę w odcieniach szarości.  Może ogrom brudu wynikał z braku wiedzy na temat posługiwania się pastelami, bo w moim wykonaniu to była totalna improwizacja. Stawiałam kreski, rozcierałam na potęgę, zdmuchiwałam pyłek na każdą stronę świata. Nie wyglądało to zachęcająco na samym początku, bo korzystałam z pasteli kupionych z Lidlu parę lat temu, które leżały kurząc się na półce. Biel wcale nie wyglądała jak śnieg na ciemnoszarym papierze. Uratowałam sytuację biegnąc na następny dziś do plastycznego kupując zestaw 12 szarych odcieni od Koh-i-noor i dla przezorności białą farbę akrylową. 

W trakcie rysowania starałam się w miarę odwzorować refkę, jednak po wykonaniu połowy odpuściłam. Suche pastele średnio się nadają do mega szczegółowych rysunków (przynajmniej nie te w sztyfcie, w ołówku nie posiadam), dlatego puściłam wodze wyobraźni i dalej zaznaczałam kolejne szczyty "na żywca" na bieżąco zagłębiając się w zdjęcia i rozpracowując taniec światła i cieni z średnim skutkiem. Na stówę można się przyczepić do przynajmniej kilku rzeczy, ale ja po prostu jestem zadowolona z tego co wyszło. Co nie spojrzę na panoramę, to się uśmiecham pod nosem. To chyba dobry krok do akceptowania swojej twórczości, co?  

My high hopes

- wielkość: 100x70 cm
- media: pastele Koh-i-noor Toison d'or, biała i czarna farba akrylowa


A Wy lubicie rysować pastelami, jakieś wskazówki? I dajcie znać jak Wam się podoba mój "maluch"!

środa, 19 września 2018

Hala Gąsienicowa latem - rysunek kredkami Polychromos

       Znowu miesiąc przerwy pomiędzy postami i znowu jestem na siebie zła za tą niesystematyczność. Na szczęście nie próżnuje i staram się zbierać materiały na dalsze posty, głównie recenzje przyborów, do których potrzebuję trochę więcej niż jeden szkic. Z ciekawszych rzeczy, do których mogę się już odnieść teraz, na pewno należy poszerzenie moich zbiorów o zestaw 120 kredek Faber-Castell Polychromos. 1,5kg szczęścia, na które choruje każdy kto choć raz zobaczy zdjęcie całej palety. Najśmieszniejsze jest to, że leżały na półce miesiąc, zanim zdecydowałam się nimi wypełnić pierwsze strony szkicownika kwitnącą na różowo panoramą Hali Gąsienicowej. Tak znowu góry, ale tym razem nie udało mi się zrobić zdjęcia typu follow your art. Nie ma wyjścia, zostanie na przyszły rok. 
Szczegóły:
- szkicownik A5 Hahnemule Draft & Sketch 140g/m2
- gumka w ołówku Koh-i-noor Era
- czas: na raty przez 3 tygodnie
I pomyśleć, że ja kiedyś nie cierpiałam rysować krajobrazów. Odstraszała mnie ilość szczegółów, kształty i perspektywa. Bo jak odwzorować taką mnogość faktur, żeby nie wyglądało dziecinnie i płasko? Słowo klucz: uproszczenie. Nie jesteśmy w stanie nadać kształtu np. kwiatom z takiej odległości, są one po prostu zbiorem (albo i chaosem w tym przypadku) kresek i kropek postawionych w podobnych odcieniach z różnym naciskiem. Ile miałam przy tym frajdy! Napigmentowanie Polychromosów tylko wzmacniało pozytywne emocje. 
Mnogość odcieni zielenii w kasetce Polychromosów zachwyca. Niektóre z nich są owszem żywe, jednak wg mnie nienaturalne i nie nadają się do krajobrazów chyba, że do egzotycznej laguny. Podczas rysowania drzew i trawy operowałam 5 zielonymi kredkami, jedną w kolorze ochry nadającej złocistą poświatę i czarną. Starałam się robić jak najwięcej zdjęć z bliska, żeby pokazać szczegóły, które (jak dobrze założyłam) rozmyły się przy całościowym widoku.
Obawiałam się jak wyjdą rośliny a okazało się w trakcie, że to góry i szczyty dadzą mi popalić. Widniejące nad bacówkami dwie "piramidy" Mały Kościelec i Kościelec jeszcze dały się okiełznać. Przy reszcie leciałam już trochę na wyczucie i bardzo mocne uproszczenie, co dla mnie miłośnika dokładności i realizmu, wydawało się rysowaniem po łebkach zwłaszcza, że światło i cienie zrobiły je na niebiesko. Trochę sztucznie? Czuję, że topografia też może się nie zgadzać. Na sam koniec, chciałam piękną kaligrafią podpisać rysunek, ale zapomniałam, że przecież piszę jak kurwa pazurem. Tego poprawić się już nie dało. 
Końcowy efekt wygląda naprawdę fajnie. Szczegółowość mimo wszystko na plus, moje miłość do Polychromosów się umocniła i krajobrazy to naprawdę wdzięczny temat.