Pokazywanie postów oznaczonych etykietą diy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą diy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 marca 2016

Malowanie mebli z płyty mdf na biało

Stwierdzenie: "O pewnie, najlepiej wyrzucić!" idealnie wpisuje się w tematykę tego posta, który odbiega od motywu przewodniego bloga.  Lubię starym, wysłużonym rzeczom nadawać tzw. drugie życie (choć teraz już wiem, że nad niektórymi  trzeba się porządnie, bardzo porządnie zastanowić). W ciągu malowania mebli wymyśliłam trzy nowe litanie, dorobiłam się kilku zmarszczek a oczy z bezsilności wytrzeszczałam co 5 minut, bo wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jedno małe ale...

Meble w kolorze "rudym" (olcha miodowa), które stoją od ponad 10 lat zaczęły mnie drażnić - wygląd i niepraktyczność w małym pomieszczeniu.  Ponadto pokój znajduje się  od wschodu, więc promienie słoneczne docierają tu tylko do południa, potem nastaje ciemnica. Wyjścia były dwa, albo kupuję nowe albo przemaluję na jaśniejszy kolor. Jak zaczęłam podliczać koszty mebli na wymiar (bo tylko takie wchodziły w grę) to ochota na zmiany od razu mi przechodziła. "Przecież wcale ich aż tak nie potrzebuję", " kupię nowe, a kto wie ile jeszcze pomieszkam w domu?" i uwaga moja najlepsza wymówka "malowanie wyniesie mnie na pewno mniej i jeszcze zostałoby na Polychromosy albo/i Prismacolory" (dla niewtajemniczonych to kredki, których komplet kosztuje ok 700 zł). Sprawa sama się rozwiązała, jestem małą sknerą - malujemy. Powyższe informacje należy czytać z przymrużeniem oczu, oczywiście. ;) Tak więc, do rzeczy - malowanie mebli na biało w praktyce.

Do sprawy podchodziłam kilka razy ze sporym powątpiewaniem. Nie wiedziałam ani jaki będzie efekt końcowy, ani czy farba nie będzie "złazić". Przeszperałam Internet wzdłuż i w szerz na ten temat.  Wybór padł na farbę akrylową do malowania drewna i metalu. Przez bardzo długi czas byłam zdecydowana na farbę Flugger Interior High 20 (półmat), która zbierała same pozytywne opinie, jednak jej dostępność była mocno ograniczona. Wprawdzie znalazłam dwa salony w sąsiednim mieście, jednak plan się nie powiódł. Rozpoczęłam poszukiwania zamiennika - padło na Tikkurilę Everal Aqua Semi Matt 40 (również półmat). Cena za puszkę 0,9 L ok 50 zł. Farba ma przyjemny zapach, jest bardzo wydajna i szybko wysycha. 

Niestety wysiadły mi akumulatory w aparacie, więc jakość zdjęć nie jest powalająca. :(
Jak przygotować meble do malowania?
 - rozłożyć meble na części - zdjąć drzwiczki, wykręcić zawiasy itp.
- dokładnie umyć meble płynem do naczyń i poczekać do wyschnięcia w celu usunięcia zabrudzeń
- przeszlifować papierem ściernym gruboziarnistym, a następnie wygładzić powierzchnię  papierem drobnoziarnistym
- odpylić

Meble były w dosyć dobrym stanie (normalne obicia, które powstają wskutek użytkowania), w żadnym miejscu okleina nie odchodziła itp. Według tego co napisane jest na puszce, nie jest konieczne użycie podkładu pod farbę tzw. primera, który ma na celu zwiększenie przyczepności farby do podłoża (to ma zapewnić w jakimś stopniu szlifowanie) - tak należy traktować pierwszą warstwę. Osobiście żałuję, że jednak  przekornie tego nie zrobiłam. Nie mam żadnej gwarancji, że farba rozprowadzałaby się  lepiej, jednak na pewno ten zabieg by nie zaszkodził.  Dlaczego o tym wspominam?

Podczas malowania zwróciłam uwagę na to, że farba w niektórych miejscach "nie łapie" tak dobrze jak w innych. Wraz z nakładaniem kolejnych warstw, miejsca te zostawały jakby niedomalowane, prześwitujące. Skutek tego taki, że w sumie każdy mebel malowany był 7-8 razy! Zdaję sobie sprawę, że wpływ na to miał także ich ciemny kolor jednak, gdyby nie te prześwity mogłabym malowanie zamknąć na 5. Zapytałam Tikkurilę na Instagramie  w czym tkwił problem, jednak po opisaniu problemu nabrali wodę w usta i nie dostałam już żadnej odpowiedzi. Trzeba liczyć około puszki na jeden mebel, co przy jej cenie wcale nie wygląda tak kolorowo.


Jak malować?

- malowałam cienkie warstwy wałkami z gąbki (inne zostawiały włoski i paprochy), które co jakiś czas trzeba wymieniać na nowe - odkształcają się
- we wszelkich zakamarkach wspomagałam się pędzelkiem - ważne, żeby nie nakładać nim zbyt wiele farby, która będzie spływać i zasychać w postaci zacieków oraz żeby nie wypadały z niego włoski
-  po wyschnięciu warstwy, a przed nałożeniem kolejnej warto oczyścić papierem drobnoziarnistym powierzchnię - zawsze przyklei się jakiś pełech
- dziennie nakładałam 3 warstwy - rano, popołudniu i na noc - producent zaleca co 6 godzin, przy pierwszych warstwach się tego trzymałam, przy 5 i kolejnej już skracałam ten czas do 4/5, później meble i tak wysychały całą noc.


Muszę zaznaczyć, że blat biurka malowany był zupełnie innym rodzajem farby. Ze względu na spore użytkowanie i częste zmywanie do pomalowania użyłam farby olejno-ftalowej Śnieżka Supermal, która jest (powinna być) znacznie bardziej odporna na środki czyszczące i obdarcia. Pierwsza warstwa schnie ponad 12 godz. Zapach okropny, zwłaszcza jak nie można otworzyć okna na oścież, bo pada deszcz (kto maluje przy takiej pogodzie w ogóle??!). Mało tego, substancje, które unosiły się w powietrzu chyba spalały się w ogniu podczas gotowania czy palenia się świecy w domu  - zapach spotęgowany. Przechodząc do plusów to farba dobrze kryje, po 3 warstwach zero prześwitów.

EDYCJA: na biurku miałam położoną czarną podkładkę z tworzywa sztucznego, która odbiła się na żółto! Po 1,5 roku przetarłam blat papierem i pomalowałam 3 warstwami Tikkurilą.


Oczywiście nie obyło się bez gaf np. półki wyciągnięte z szafki i malowane osobno, nie chciały się później wsunąć się na swoje miejsce. Co zrobiłam? Popchałam. Na siłę. Skutek tego był taki, że zdarłam farbę do spodu w tym miejscu. Mina bezcenna. Warto również sprawdzić przed rozkręceniem zawiasy, czy są w dobrym stanie i czy np. drzwiczki o siebie nie ocierają.


Plusy:
- o wiele  niższe koszty niż nowe meble
- satysfakcja - zrobiłam to całkiem SAMA
- ładnie wygląda i +10 do jasności

Minusy:
- dziwne krycie farby i duża ilość warstw (nie ma to aż takiego znaczenia przy półce czy małych meblach, jednak przy całym komplecie niedowład ramienia murowany)

Koszt: ok. 300 zł za farby, wałki itd. (na biurko, szafkę z półkami i 2 szafy na ubrania).

czwartek, 12 listopada 2015

DIY - girlanda z piłeczek pinpongowych

Light balls, czyli  świecące piłeczki na dobre zagościły w naszych domach jako element dekoracyjny, nie tylko w okresie bożonarodzeniowym. Lubię fajne rozwiązania za nieduże pieniądze, które można wykonać samemu w domu. Dobrze wyglądają i satysfakcja jest większa jeśli zrobimy coś samemu (przynajmniej ja tak mam). Można znaleźć różne wersje i wybrać tą która odpowiada nam najbardziej pod względem efektu. Mnie oprócz bawełnianych kul (cotton balls) urzekły światełka wykonane z piłeczek do tenisa stołowego. Banalnie proste do wykonania, tanie i kapitalne rozwiązanie, żeby urozmaicić wystrój pokoju. 

Do wykonania światełek z piłeczek potrzebujemy:
  • łańcucha świetlnego LED  (kolor według uznania)
  • wkrętarki 
  • białych piłeczek pingpongowych (najlepiej bez napisów)


Mój łańcuch to 20 diod LED zasilanych na baterie (2 zwykłe "paluszki"). Trzeba zaznaczyć, że inne światełka w tym wypadku są niedopuszczalne ze względu na nagrzewanie się żarówek, co powoduje niebezpieczeństwo topienia się plastikowych kuleczek. Nie wiem czy jakiekolwiek światełka byłyby w stanie wytworzyć aż tyle ciepła, ale warto dmuchać na zimne. Plusem światełek na baterie jest to, że można je umieścić, gdzie tylko chcemy, a przede wszystkim z dala od kontaktu, który nierzadko znajduje się w mało dostępnym miejscu. Dla chcących girlandę z 200 światełek, podłączaną do kontaktu, jedynym problemem może być znalezienie odpowiedniej ilości piłek - nic więcej. 


Warto zwrócić uwagę na kolor przewodu, ponieważ w większości jest on ciemnozielony, co może i pasuje do choinki, jednak brzydko odznacza się na ścianie. Najlepszym rozwiązaniem byłby biały lub przezroczysty przewód. Światełek z typowo białym kablem nigdzie nie znalazłam, jednak przezroczysty można już dostać (np. na allegro). Swoje światełka kupiłam dzisiaj w Lidlu za 12,99 zł. Mają one przezroczysty przewód i były dostępne w trzech wariantach kolorystycznych: zimne, jasne światło, ciepłe, jasne światło oraz światło w kolorze bursztynu (wybrałam ostatnie). Całkowita długość łańcucha  wynosi 2,4 m, a żywotność diody wyszacowano na pudełku na ok 2 tys. godzin, więc trochę poświecą. Piłeczki do tenisa okazały się większym problemem, jednak ostatecznie udało mi się dostać komplety pakowane po 6 sztuk za 4 zł w chińskim markecie. Piłki nie mają żadnych napisów co jest plusem. 


Najistotniejszą kwestią jest zrobienie dobrych dziurek w piłkach, czyli nie za małych i nie za dużych. Przeciskanie diody przez zbyt małe otwory może ją uszkodzić (a tego przecież nie chcemy), zaś ze zbyt dużej dziurki mogą one się wysuwać. Dziury robiłam dwoma wiertłami, najpierw małym, tak by tylko je przekłuć, większym by powiększyć otwór. Dlaczego tyle z tym zabawy?  Po pierwsze, próba nacięcia nożykiem piłeczki nie wypaliła, ponieważ nożyk się ślizgał (groziło to mocnym pocięciem palców) i nacięcia były nieestetyczne, po drugie, piłeczki wcale nie są takie miękkie (przynajmniej moje nie były). Z drugiej strony większe wiertło wgniatało mi piłki do środka i zniekształcały je. Uważam, że wkrętarka to lepsze rozwiązanie niż nacinacie, ponieważ dziurki są takie same w każdej z nich i nie mają poszarpanych brzegów. Mimo tego, wykonanie światełek zajęło mi pół godziny.



Po zrobieniu dziurek wystarczy powpychać w nie diody. Potem świecące kule są gotowe i wystarczy znaleźć im odpowiednie miejsce, by wieczorami rozświetlać pomieszczenie - zwłaszcza teraz, kiedy tak szybko za oknem robi się ciemno. 







Ktoś robił inny rodzaj świecących kulek? Chętnie zobaczę. :)

**** Oprócz zakładek dotyczących rysunków i przyborów postanowiłam dodać do bloga zakładkę DIY (Do It Yourself). Mam nadzieję, że w pewien sposób urozmaici to stronę i nie zniechęci fanów rysunku